Audyt lokalny

Nie, nie! To nie będzie tekst o trwającym ponoć audycie w rawskim ratuszu, który to przegląd ma podobno, według jednego z facebookowych profili spowodować wymianę kadr w urzędzie. Bieżące sprawy samorządowe nie będę przedmiotem mojego zainteresowania. Dlaczego? Mam nadzieję, że stanie się to jasne po dobrnięciu do końca niniejszego felietonu.

Ponieważ wydaje mi się (ostatnio coraz częściej zresztą), że należę do powoli ginącego gatunku ludzi czytających więcej niż jedną książkę rocznie, pomyślałem, że warto czasami podzielić się wrażeniami ze spotkania z książką. Na początek jednak, aby udowodnić tezę z poprzedniego zdania i żeby nie wyjść na wyjątkowego snoba a jednocześnie dowartościować osoby czytające niniejsze słowa, krótki cytat z książki, która stała się inspiracją do napisania tego tekstu.

… nie kupujemy i nie czytamy książek, dwie trzecie z nas w 2016 roku nie przeczytało, a więc i nie kupiło, żadnej książki. Ani jednej! Szesnaście procent z nas nie przeczytało po prostu niczego! Żadnej gazety, pisma, widomości z sieci. […] Książka, którą trzymasz w ręku, kosztuje mniej niż jedno drugie danie w dobrej knajpie, które wciągniesz w pół godziny, mniej niż dziesięć litrów benzyny, na której w półtorej godziny przejedziesz z centrum Warszawy do Sochaczewa i z powrotem, mniej nawet niż butelka whisky na stacji benzynowej, która wystarczy ci na półtora dnia. (Jacek Hugo – Bader, Audyt).

Właśnie dwie książki Jacka Hugo – Badera (Skucha i Audyt) zainspirowały mnie do refleksji na temat przeszłości. Autor jest reportażystą i dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Do najbardziej znanych jego książek należą „Dzienniki kołymskie”, czyli reporterski zapis z podróży z Magadanu do Jakucka. Przez ponad dwadzieścia lat publikował również reportaże krajowe.

W Audycie powraca do spraw, o których pisał ponad dwadzieścia lata temu. Śledzi losy swoich bohaterów, próbując pokazać ich dzieje na tle zmieniającej się w szybkim tempie polskiej rzeczywistości. Czytając wspomnianą książkę możemy sobie uzmysłowić, jak bardzo zmienił się otaczający nas świat. Bohaterowie Badera wzbogacili się lub zbiednieli, urodzili dzieci albo stracili bliskich, nie wszyscy również dożyli ponownego spotkania z reporterem, nie wszyscy również chcieli z nim ponownie rozmawiać. Niektórzy są w tym samym miejscu a inni całkowicie zmienili swoje funkcjonowanie. Zmieniła się za to na pewno Polska, ulice, place, domy, mosty, drogi, media, polityka a my wszyscy musimy w tej zmianie, chcąc nie chcąc, uczestniczyć.

Tak sobie właśnie pomyślałem, że warto byłoby pokusić się o tak nasz lokalny, rawski audyt, polegający na porównaniu obecnej rzeczywistości z tą sprzed dwudziestu lat. Dlaczego dwudziestu? Bo właśnie wtedy rozpocząłem swoją przygodę z pisaniem do lokalnych mediów. Gdzieś w zakamarkach pamięci starego komputera zachowały się niektóre teksty, jakie popełniałem do papierowych wydań różnych gazet. Rozpocząłem taki swój prywatny audyt. Swoją drogą niektóre z tych tekstów wydały mi się dzisiaj strasznie naiwne, niektóre zaś po prostu słabe, niemniej na pewno są, przynajmniej dla mnie świadectwem czasów, w jakich powstały. Przypomniały mi problemy, z jakimi borykali się mieszkańcy naszego miasteczka, przypomniały również ludzi, którzy mieli wówczas wpływ na bieg spraw w Rawie Mazowieckiej. W sumie to jest tak jak u Badera. Niektórzy są w tym samym miejscu od ponad dwudziestu lat (np. starosta rawski), niektórzy już mają sprawy tego świata poza sobą i nie podlegają ludzkiej ocenie, inni awansowali i pełnia ważną funkcje (niegdysiejszy komendant straży miejskiej a obecny wiceburmistrz), jeszcze inni awansować nie zdołali a nawet wręcz przeciwnie (dawni burmistrzowie i ich zastępcy). Nawet, wydawałoby, się dożywotni wójt gminy Rawa, nie pełni już swojej funkcji. Wielu, może mniej znanych, ale równie ciekawych mieszkańców naszego miasta, w tym wielu z moich znajomych, żyje poza granicami kraju (Anglia, Irlandia). Niegdysiejsi lokalni potentaci biznesu nie przetrwali na szczycie, a inni rozwinęli skrzydła na skalę nawet międzynarodową.

Nasze losy są naprawdę nieprzewidywalne. Gdyby dwadzieścia lat temu ktoś powiedział mi, że kilka lat spędzę poza granicami kraju i to na Wschodzie (Kazachstan, Ukraina…), że będę pisał listy z Drohobycza, to pewnie bym nie uwierzył. Niemniej jeszcze bardziej zastanawiająca dla mnie, po dokonaniu tego swoistego audytu, jest konstatacja, jak niewiele się jednak zmieniło. Jak wiele jest problemów, które wracają przez te dwadzieścia lat jak bumerang? Przykłady? Proszę bardzo. Kondycja rawskiego szpitala, konflikty w klubie Mazovia, ucieczka młodych ludzi do dużych miast i wiele innych.
Warto pamiętać o przeszłości, żeby nie powtarzać błędów, chociaż słowa piosenki Krzysztofa Krawczyka mówią:

Nigdy nie jest za późno
By odnaleźć marzenia
Które w tobie przetrwały
Chociaż czas wszystko zmienia
Nigdy nie jest za późno
Żeby zacząć od nowa
Żeby pójść inną drogą
I raz jeszcze spróbować
O tym jednak może już następnym razem.

Wojciech Kubicki
Drohobycz 19.01.2019

KONKURS LITERACKI DLA UCZNIÓW SZKÓŁ Z RAWY MAZOWIECKIEJ I POWIATU RAWSKIEGO>>>