Categories Miasto

Daniel Łaski: Rawy otwartej na inwestorów

Z Danielem Łaskim, najmłodszym radnym Rady Miasta Rawa Mazowiecka, rozmawiamy o jego planach, ale też pierwszych wrażeniach i doświadczeniach z pracy w radzie.

KochamRawe.pl: Minęły właśnie dwa miesiące od dnia zaprzysiężenia. Jak czuje się najmłodszy radny w gronie osób zarówno z ogromnym doświadczeniem życiowym, jak i samorządowym?

Daniel Łaski, radny Rady Miasta
Daniel Łaski, radny Rady Miasta.

Daniel Łaski: Czuję się dobrze, chociaż rzeczywiście doświadczeniem odstaje trochę od koleżanek i kolegów z rady. Muszę jednak przyznać, że zostałem bardzo dobrze przyjęty, a większość radnych od razu zaoferowała mi ewentualną pomoc w poznawaniu tego środowiska. Uważam, że obdarzono mnie dużym zaufaniem, czego wyrazem jest chociażby wybór mojej osoby na stanowisko przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. To bardzo duża odpowiedzialność, ale wierzę, że nikt tej decyzji nie pożałuje.

Tak wyobrażał pan sobie rolę i pracę radnego, czy wyobrażenia w znaczący sposób odbiegają od rzeczywistości?

Z racji wykształcenia jak i zainteresowań miałem wyobrażenie, jak ta praca może wyglądać. Oczywiście teoria w żaden sposób nie zastąpi praktyki, ale nie ukrywam, że w jakimś małym stopniu wiedziałem, co mnie czeka. Już od samego początku dało się zauważyć, że pracy jest naprawdę dużo. Sesje i komisje to tak naprawdę tylko część obowiązków. Do tego dochodzi dużo spotkań, jak chociażby zeszłotygodniowe otwarcie Rawskiego Centrum Organizacji Pozarządowych czy też walne zebranie członków Stowarzyszenia RKS Mazovia. Oczywiście nie ma obowiązku uczestnictwa na tego typu spotkaniach, natomiast są to wydarzenia ważne dla mnie i dla mieszkańców naszego miasta, więc traktuję to jako swój obowiązek. Muszę również przyznać, że telefon zaczął częściej dzwonić, ale to nic dziwnego, bo radny powinien być zawsze na służbie.

Wiele osób, zwłaszcza młodych, wyobraża sobie, że praca radnego, to wysokie zarobki i wieczne bywanie na różnego rodzaju wydarzeniach, a tak przecież nie jest – zwłaszcza jeśli chodzi o wysokość diet radnych.

Rzeczywiście panuje takie przeświadczenie. Prawda jest troszeczkę inna. To co się zgadza, to z pewnością fakt, że bywamy na różnego rodzaju spotkaniach, ale rzadko kiedy są to spotkania towarzyskie. Co do zarobków: za każdą sesję czy komisję otrzymujemy 284 zł. I tylko za to wypłacane nam są pieniądze. Reszta obowiązków nie jest płatna. Dodatkowo wszelkie tego typu spotkania odbywają się zazwyczaj w godzinach 8-16. Wiadomo, że każdy pracodawca ma obowiązek zwolnić radnego z wykonywania pracy zawodowej w celu umożliwienia mu brania udziału w pracach organów gminy. Jako radni nie zachowujemy jednak prawa do wynagrodzenia od zakładu macierzystego za czas nieobecności z powodu sesji czy komisji. Dieta zatem jest rekompensatą finansową. Sam pracuję w prywatnej firmie i wiem, jak to wygląda. Mam jednak o tyle komfortową sytuację, że moi szefowie są bardzo aktywnymi społecznie ludźmi i interesują się sytuacją miasta. Moim zdaniem nie można porównać stanowiska radnego do jakiejkolwiek innej pracy. Może to zabrzmi patetycznie, ale jest to pewnego rodzaju misja. Być może to przekonanie o wysokich zarobkach i bardzo ciekawym życiu towarzyskim bierze się z obserwowania polityki na szczeblu centralnym. Od samorządowców jednak oczekuje się pracy na rzecz poprawy jakości życia społeczności lokalnej, a nie brylowania w mediach. To właśnie w samorządzie podejmuje się decyzje, które natychmiast mają odbicie w życiu każdego mieszkańca, dlatego jest to tak ważna rola. Myślę, że każdy kandydat, idąc do wyborów, powinien mieć jakieś źródło zarobku i względnie stabilną sytuację finansową, bo inaczej jego motywacje mogłyby być dyskusyjne, że zamiast pracować szuka jakichś dodatkowych możliwości zarobienia, a przecież nie o to w tym chodzi.

Większość radnych – w tym pan – zostaliście wybrani z komitetu burmistrza Piotra Irli. To pomoże w realizacji pana obietnic wyborczych?

Tak, zdecydowanie. Udało nam się wprowadzić większość radnych, na czele których stoi burmistrz z naszego komitetu. Nie ma co ukrywać, że jest to dość komfortowa sytuacja w kontekście realizacji naszych planów. Spotkania wewnątrz komitetu pokazały, że każdy z nas ma swoje indywidualne spojrzenie na różne sprawy, dlatego często musieliśmy długo dyskutować, żeby osiągnąć zadowalający kompromis. Tak właśnie tworzony był nasz program. Celowo używam liczby mnogiej i nie odnoszę się tylko do swoich obietnic, ponieważ nam udało stworzyć się taki plan, który odpowiadał wszystkim kandydatom. Wydaje mi się, że właśnie to było kluczem do zwycięstwa: w naszym składzie są osoby z różnych środowisk, a efektem połączenia tych wszystkich wizji był pomysł, który przekonał większość wyborców. Na tę chwilę możemy się pochwalić zdecydowaną większością w radzie i wierzę, że nie powtórzy się sytuacja z poprzedniej kadencji. Trzeba jeszcze pamiętać, że przed nami wybory uzupełniające (10 lutego). Mam nadzieję, że popierana przez nas kandydatka, pani Cecylia Słodka, przekona do siebie wyborców i wspomoże radę swoim doświadczeniem i zapałem do pracy, którego jej nie brakuje, bo od lat jest znanym w naszym mieście społecznikiem.

Które zadania z listy swoich wyborczych obietnic chciałby pan zrealizować jako pierwsze?

Bardzo zależy mi na tym by odciążyć ulicę Mszczonowską. To jedno z najważniejszych zadań, które przed sobą postawiłem. To duże przedsięwzięcie, ale już w tym roku przeznaczone zostaną pieniądze na opracowanie dokumentacji technicznej wskazanego w kampanii łącznika. Całe założenie ma na celu poprawę dostępności komunikacyjnej do strefy przemysłowej „Mszczonowska”, co w praktyce będzie oznaczało wybudowanie drogi, na którą przekierowany zostanie ruch samochodów ciężarowych, dzięki czemu zmniejszy się częstotliwość ich kursowania na ulicy Mszczonowskiej i Białej. Blisko finalizacji jest także projekt budowy ścieżki rowerowej, która połączy osiedle Zamkowa Wola z Zalewem Tatar. Zależy mi także na tym, by zmodernizować przejścia dla pieszych, które naprawdę są słabo widoczne. Przy takiej pogodzie, jaką obecnie mamy, trzeba być nadzwyczaj ostrożnym. Z bieżących spraw istotne jest również wybudowanie drugiej zatoki autobusowej na ulicy Kazimierza Wielkiego. Liczę również na dobrą współpracę z nowym zarządem RKS Mazovia. Jesteśmy już po pierwszych spotkaniach i rokowania są bardzo obiecujące.

Nim zdecydował się pan kandydować na radnego, co pana najbardziej w naszym mieście irytowało lub zwyczajnie niepokoiło? Na funkcjonowaniu których obszarów miasta będzie się pan skupiał?

Nie zamierzam w tej chwili punktować tego, co było źle. Wyniki wyborów pokazały, że rawianie potrzebowali zmiany i przekonali się do naszego pomysłu na miasto. Dlatego też wolę skupić się na tym co przed nami. Wiem, że poprzedni burmistrz miał naprawdę trudne zadanie przy tak działającej radzie, ale to już przeszłość. Jest jednak kilka rzeczy, które miały wpływ na to, że zdecydowałem się wystartować w wyborach. Obserwując sytuację w Rawie, odnosiłem wrażenie, że niewiele się dzieje. Miasto popadło w pewien rodzaj stagnacji i przestało się rozwijać. Coraz mniej firm wybiera Rawę na swoją siedzibę, przez co większość młodych osób woli pozostać w mieście, w którym studiuje, a nam uciekają sprzed nosa osoby dobrze wykształcone, których wiedzę i potencjał można by było spożytkować dla dobra naszego miasta. Chciałbym, żeby Rawa stała się miejscem bardziej przyjaznym wszelkiego rodzaju inwestycjom. Potencjał mamy duży i liczę na to, że uda się go wykorzystać. Trzeba przyznać, że w naszym mieście nie jest też przesadnie czysto. Nie chcę za to obwiniać rządzących, bo uważam, że to my jako mieszkańcy sami musimy trochę bardziej zadbać o swoje otoczenie. Może uda się jakoś zmienić to błędne przeświadczenie, że publiczne to tak naprawdę niczyje. Chciałbym także bardziej wykorzystywać potencjał lokalnych przedsiębiorców. Wystarczyło porozmawiać z kilkoma osobami, by odnieść wrażenie, że oni chcą się zaangażować, tylko zwyczajnie trzeba im na to pozwolić. Niestety, nie jesteśmy miastem, które utrzyma się z turystyki, dlatego musimy stawiać na przemysł.

Podczas ostatniej Sesji Rady Miasta dyskutował pan z radnym Leszkiem Jarosińskim na temat budowy w naszym mieście bieżni lekkoatletycznej. Udało się ustalić, czy faktycznie pieniądze na jej budowę są dla Rawy zapewnione i wystarczy złożyć odpowiedni wniosek do ministerstwa, aby je otrzymać, o czym zapewniał radny Jarosiński?

Dyskusja to za duże słowo. Dążyłem tylko do tego by nazywano rzeczy po imieniu – planowana bieżnia miałaby być jedynie bieżnią treningową. Ja nie uczestniczyłem w rozmowach, natomiast to, co ewidentnie padło z ust pana ministra Bańki to zapewnienie, że jeżeli dokumentacja będzie poprawna, to będzie można zgłosić wniosek. Nie wydaje mi się, żeby to była jakakolwiek gwarancja finansowa, ale wiem, że kampania rządzi się własnymi prawami i wiele można obiecać. Po resztę szczegółów odsyłam do radnego Jarosińskiego.

Przyznaję, że podobnie jak pan burmistrz, nie byłem zwolennikiem budowania bieżni treningowej wokół boiska na zamku. Jest to szczególny teren i należy się zastanowić, czy rzeczywiście jest sens wykładania tak dużych pieniędzy na taką inwestycję. Podziwiam i bardzo kibicuję wszystkim rawskim drużynom sportowym i uczciwie przyznaję, że nasi lekkoatleci to rzeczywiście chluba miasta. Dlatego też uważam, że trzeba ich wspomóc w każdy możliwy sposób, np. dofinansowując obozy. Staram się jednak racjonalnie patrzeć na możliwości, które mamy i uważam, że najpierw musimy się skupić na modernizacji boisk przy szkołach podstawowych nr 1 i 4. Ich stan jest naprawdę kiepski, a przecież to obiekty, z których na co dzień korzystają uczniowie. Wracając do tematu: na tę chwilę nie mamy możliwości, by wybudować tam pełnowymiarową bieżnię, na której mogłyby odbywać się zawody. Po prostu nie pozwalają na to warunki. Obecnie z boiska głównego korzysta kilka drużyn rawskiej Mazovii. Na tej płycie rozgrywa się mecze już od kategorii młodzików i naprawdę nie wiem, czy jest to miejsce, w którym nasi lekkoatleci będą mieli zapewnione dobre i spokojne warunki do uprawiania sportu.

Rozmowa została opublikowana w styczniowym wydaniu bezpłatnej gazety „KochamRawe.pl – magazyn opinii”.

Podziel się

About the author