Głos w czasie zarazy

Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i w bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście (A. Camus, Dżuma)

W miejscu tym zwykle zajmowałem się recenzowaniem książek, filmów, spektakli teatralnych czy innych wydarzeń kulturalnych. Kiedy zastanawiałem się nad tematem najnowszej „pisaniny”, zdałem sobie sprawę, że czas nie jest teraz najlepszy na kulturalne rozważania, że wszyscy, również w naszej małej prowincjonalnej społeczności stanęliśmy przed wyzwaniem znacznie większym niż zastanawianie się nad wartością filmu, książki, serialu? Tylko czy na pewno? Czy rzeczywiście w czasie epidemii na plan dalszy muszą zejść sprawy kultury, czy naprawdę kultura znajduje się w kwarantannie, jak nazwano nawet jeden z powstałych profili na jednym ze społecznościowych portali?

Oczywiście naturalnym tematem rozmów jest obecna sytuacja. Rozmawiamy o wirusie, o ilości zakażonych, o ograniczeniach, jakie w związku z pandemią wprowadzają poszczególne rządy. Pytań jest zresztą mnóstwo. Co będzie z gospodarką? Jak będzie wyglądało nasze życie w najbliższych tygodniach i miesiącach? Pracownicy martwią się o to, czy za miesiąc dostaną wypłatę, pracodawcy zastanawiają się, kogo zwolnić w pierwszej kolejności, czy i kiedy zapłacą obowiązkowe daniny? Rodzice i dzieci zastanawiają się, czy wrócą jeszcze w tym roku do szkoły. Swoją drogą sadzę, że raczej to nie nastąpi i nawet zakończenie roku trzeba będzie przeprowadzić zdalnie. Ósmoklasiści i maturzyści zastanawiają się, czy egzaminy się odbędą (pewnie nie). Wszyscy wreszcie martwimy się o naszych rodziców, dzieci i o nas samych w końcu.

Nasze funkcjonowanie zmieniło się w sposób diametralny. Zdaliśmy sobie prawie wszyscy sprawę, że chyba nic już nie jest i nie będzie takie, jak jeszcze 3 miesiące temu. Prawie, bo czasami mam wrażenie, że tylko nasi politycy nic się nie zmienili. Można odnieść wrażenie, że dla nich nadal najważniejsza jest kwestia jakichś tam wyborów i chęć dokopania swoim przeciwnikom. Ale… zostawmy ich i ich spory na boku.

Rozpocząłem ten tekst cytatem z chyba najbardziej znanej książki opowiadającej o czasach zarazy. Epidemii tym bardziej zaskakującej, że wydarzyła się już w czasach nam bliskich, kiedy wydawało się, ze ludzkość poradziła sobie z chorobami, które dziesiątkowały nas od wielu wieków. Camus świetnie pokazał model ludzkich zachowań w czasach trudnych i swoją drogą polecam tę książkę każdemu, nawet tym, którzy nie zdążyli jej przeczytać jako lektury obowiązkowej w liceum. Jej znajomość bardzo by się dzisiaj przydała. Prawda? (to do moich dawnych uczniów).

Czy literatura, film, kultura daje jakieś wskazówki, pomaga odnaleźć się w dramatycznych okolicznościach? Nie będę do tego przekonywał, każdy sam sobie może odpowiedzieć na to pytanie, chociaż podobał mi się jeden z memów pojawiających się na wspomnianym już społecznościowym portalu. To tylko jedno zdanie. Pomyślcie, jak wyglądałaby Wasza kwarantanna, gdyby nie pisarze, aktorzy, piosenkarze, malarze, w ogóle artyści?

Ja wiem, że bardzo ważne również dzisiaj są słowa wypowiadane przez bohatera Dżumy:

Mikrob jest czymś naturalnym. Reszta, zdrowie, nieskazitelność, czystość, jeśli chce pan tak to nazwać, to skutek woli, i to woli, która nie powinna nigdy ustawać. Uczciwy człowiek, który nie zaraża niemal nikogo, to człowiek możliwie najmniej roztargniony. A trzeba woli i napięcia, żeby nie ulec nigdy roztargnieniu! Tak, Rieux, to bardzo męczące być zadżumionym. Ale jeszcze bardziej męczące jest nie chcieć nim być. (A. Camus, Dżuma)

Tak, ważne jest, aby nie być roztargnionym, aby pamiętać o regułach zachowania, które pomagają przetrwać najgorsze nam i ludziom wokół nas. I być może właśnie w tym byciu jak najmniej roztargnionym pomóc może nam kultura. Możemy z obecnej sytuacji „wyciągnąć” coś dobrego. Boccaccio w swoim Dekameronie przedstawił cztery strategie przetrwania albo raczej zachowania się w czasie zarazy. Zachowania, bo według giganta włoskiego renesansu żadna z tych strategii nie gwarantowała przetrwania. Pytacie, jakie to strategie? A… to odsyłam do lektury.

Ja proponuję wykorzystać ten czas zgodnie z poglądami dwóch filozofów z odległych czasów. Różniących się między sobą, ale jednocześnie dających bardzo podobne rady.

Jeden z największych filozofów chrześcijańskich – święty Augustyn pisał:

I chodzą ludzie podziwiać szczyty gór i wzdęte fale morza, i szerokie nurty rzek, i przestwór oceanu, i kręgi gwiezdne, a siebie zaniedbują. {…} Nie chodź na rynek, wejdź w siebie, we wnętrzu człowieka mieszka prawda.

A ponad dwieście lat od niego starszy Marek Aureliusz radził z kolei:

Ustroni sobie szukają na wsi, nad morzem lub w górach. I ty zwyczajnie bardzo za tym tęsknisz. Wszystko to jest bardzo niemądre, bo przecież można usunąć się, kiedykolwiek zechcesz, w głąb siebie. Nigdzie bowiem nie schroni się człowiek spokojniej i łatwiej, jak do duszy własnej, zwłaszcza ten, kto ma taką ustroń wewnętrzną, że się natychmiast zupełny znajdzie spokój, jeżeli w nią się wpatrzy. A nic innego nie nazywam spokojem, jak wewnętrzny ład. Jak najczęściej więc dostarczaj sam sobie tej ustroni i odświeżaj sam siebie. (Rozmyślania)

Dopowiem tylko, że ustronie nasze teraz to dom, w którym musimy przebywać. Może więc jest teraz czas, aby poszukać prawdy w sobie, we własnym wnętrzu. W tym swoistym odświeżaniu siebie pomoże nam na pewno dorobek kulturowy minionych czasów, ale pewnie również twórczość współczesnych artystów. Życzę więc wszystkim dużo cierpliwości, pogody ducha mimo wszystko, spokojnych wyjątkowo świąt oraz odnalezienia prawdy i wewnętrznego ładu.

Wojciech Kubicki