Inna perspektywa

Pisarstwo historyczne możemy, z grubsza rzecz ujmując, podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy to beletrystyczne opowieści, nawiązujące do wydarzeń historycznych, okraszone często ciekawą warstwą fabularną, przygodami głównych bohaterów, niesamowitymi zwrotami akcji. W tak pojętym dziele historia jest tylko tłem a jest ono bardziej lub mniej poparte wcześniejszymi badaniami realiów historycznych. Niewątpliwie mistrzem tak pojętych powieści historycznych był Henryk Sienkiewicz, który zbudował u Polaków szczególny obraz przeszłości – tej średniowiecznej (Krzyżacy) czy siedemnastowiecznej (Trylogia). Drugi rodzaj historiografii, jak to określano już bardzo dawno temu, to dzieła naukowe, prezentujące fakty, procesy i postacie historyczne w, przynajmniej teoretycznie, zobiektywizowany sposób. Historycy mają swój warsztat, zakładający wnikliwe badania źródeł, konfrontowanie własnych tez z dziełami innych autorów, dopuszczający polemikę, ale pozostający w zgodzie z twardymi danymi i źródłami materialnymi. Siłą rzeczy ten drugi rodzaj pisarstwa historycznego jest zarezerwowany raczej dla specjalistów, nie zdobywa masowej popularności a jego percepcja wśród czytelników jest dość ograniczona.

Książka, o której dzisiaj słów kilka, należy bez wątpienia do tej drugiej kategorii. „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego, bo o niej mowa, jest dziełem naukowym. Autor przewertował tysiące stron materiałów źródłowych, książka zawiera ponad dwa tysiące przypisów, setki pozycji bibliograficznych, indeks nazwisk i napisana jest z całym pietyzmem warsztatu naukowego historyka. Od historycznych dzieł naukowych, które interesują tylko dość wąskie grono specjalistów odróżnia ją jednak sposób spojrzenia na polską historię na przestrzeni wielu stuleci. Jak napisał w recenzji profesor Marcin Kula:

Jest to wyjątkowa książka. Zawiera pewną wizję historiozoficzną a takich – obejmujących całe dzieje Polski – zawodowa historiografia polska nie stworzyła od lat.

Całościowa wizja, ale… pisana nie z punktu widzenia tych, którzy historię wielką tworzyli, tylko z pozycji ludzi, którzy przez całe wieki stali bardzo nisko w hierarchii społecznej. To punkt widzenia kmieci, pańszczyźnianych chłopów, drobnych mieszczan, robotników i mniejszości.

Wiadomym jest, że generalnie historię opowiada się poprzez pryzmat wojen, podbojów, wielkich projektów cywilizacyjnych. Historycy najczęściej piszą o powstawaniu i upadku państw i imperiów.

Bohaterami tak pisanej historii są władcy, królowie, cesarze, prezydenci, dyktatorzy. Bardzo rzadko bohaterami historycznymi stają się przedstawiciele ludu – bardzo szeroko rozumianego a jeżeli już, to raczej jako pewna masa, czasami się buntująca, czasami zaś spełniająca rolę przedmiotu zainteresowania elit. Ilu chłopów pojawia się na kartach polskiej historii – Bartosz Głowacki, Jakub Szela, Drzymała…? Może jeszcze kilku.

Leszczyński wychodzi z założenia, że przecież olbrzymia większość Polaków, różna w różnych okresach naszych dziejów, to są właśnie przedstawiciele ludu. To oni produkowali, siali, orali, budowali pałace, dwory i miasta. To oni pracowali w fabrykach, to oni wreszcie byli tymi, którzy, przynajmniej od pewnego czasu, ginęli najczęściej w wojnach toczonych przez książęta i królów.

Autor omawianej pozycji zaczyna swoją opowieść od czasów przedhistorycznych właściwie. Stara się dociec, jak doszło do powstania klasy rządzącej i poddanych. Przedstawia różne pomysły, odwołuje się do uzasadnień biblijnych czy mitologicznych. Rozprawia się w pewien sposób z tzw. „teorią podboju”. Dzieli dzieje Polski nie w sposób tradycyjny, czyli średniowiecze, renesans itd. Nie mówi o Polsce Piastów, Jagiellonów i królów elekcyjnych. Nie wydziela okresu rozbicia dzielnicowego czy rozbiorów. Podstawą podziału są stosunki społeczne i ekonomiczne, a one nie zawsze pokrywały się z tradycyjnym podziałem na historyczne epoki. Przykładowo jeden z rozdziałów nosi tytuł „Koniec niewoli 1768 – 1864”. Opowiada o powolnym odchodzeniu od pańszczyzny i o przyznawaniu chłopom większego zakresu wolności osobistej. Kolejny to „Kapitalizm na peryferiach 1864 – 1944”. I mieszczą się tutaj obydwie wojny światowe i odzyskanie niepodległości.

Dlaczego tę książkę powinien przeczytać każdy? Z dwóch powodów. Po pierwsze, bo właśnie prezentuje własną, oryginalną wizję polskiej historii, opowiada o tym, co zwykle nie wybija się na plan pierwszy.

Po drugie, książka jest pozycją naukową, ale naprawdę posługuje się językiem wcale nie hermetycznym.

To praca naukowa, którą można czytać jak całkiem interesującą powieść. Nawet spora ilość cytowanych źródeł nie zakłóca odbioru. Są dobrane w sposób jak najbardziej adekwatny i uzasadniony. To jest tak zwyczajnie dobra literatura naukowa dla interesujących się historią, pozycja niezwykle przydatna i pełna dobrze udokumentowanych stwierdzeń, z którymi oczywiście nie trzeba się zgadzać, ale które warto wziąć pod uwagę. Szczerze polecam.

Wojciech Kubicki