Książki a rewolucja

Mamy listopad, więc przypomniała mi się, używając sowieckiej terminologii, Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa. Jak wiadomo, zgodnie z naszym kalendarzem gregoriańskim, miała ona miejsce w listopadzie 1917 r. A grunt do niej przygotowywano nie tylko w poprzednich miesiącach, ale latach i dekadach. Pewną rolę odegrali w tym także nasi rodacy oraz książki.

Po egzekucji swego brata, Aleksandra Uljanowa, wiedząc, iż była to jedna z jego ulubionych książek, Włodzimierz Lenin zatopił się w lekturze powieści Nikołaja Czernyszewskiego „Co robić?”. Wspominał później: „Spędziłem nad nią nie dni, a tygodnie. Dopiero wtedy pojąłem całą jej głębię. Ta książka przeorała mnie gruntownie”. Czernyszewski stał się ulubionym autorem młodego Lenina, zwłaszcza w okresie po tym, jak został wyrzucony z uniwersytetu w Kazaniu. „Czytałem wciąż od nowa wszystko, co drukował w Sowriemienniku. Dzięki Czernyszewskiemu zaznajomiłem się z materializmem filozoficznym […] Przeczytałem od deski do deski znakomite eseje Czernyszewskiego o estetyce, sztuce i literaturze […] Podbiła mnie encyklopedyczna wiedza Czernyszewskiego, jasność jego rewolucyjnych poglądów i bezlitosny talent polemisty. Dowiedziałem się jego adresu i napisałem do niego; było mi przykro, że nie otrzymałem odpowiedzi. Rok później umarł, wiadomość o tym bardzo mnie przygnębiła. Są ludzie, że o których można powiedzieć, że mają absolutny węch rewolucyjny. Takim był Marks, takim był również Czernyszewski.”

Aleksander Uljanow był rewolucjonistą skazanym na śmierć za udział w przygotowaniu zamachu na cara w 1887 r. W przygotowaniach tych brali udział inni bracia – Bronisław i Józef (młodszy, wówczas dwudziestoletni) Piłsudscy, którzy także zostali wówczas aresztowani. I nie należy się przesadnie dziwić tym polsko-rosyjskim powinowactwom. Dążenia niepodległościowe nie były wówczas zaprzeczeniem poparcia dla celów rewolucyjnych. Dość przypomnieć, że sześć lat wcześniej, 13 marca 1881 r. poprzedni car Aleksander II został uśmiercony w zamachu, którego wykonawcą był inny polski szlachcic, równocześnie członek organizacji rosyjskich rewolucjonistów Narodnaja Wola, Ignacy Hryniewiecki.

Zilustrować tezę o współistnieniu idei niepodległościowych i rewolucyjnych można i przykładem z życia samego Czernyszewskiego. Otóż kiedy ten ostatni był redaktorem „Sowriemiennika” (pismo o dość już długiej wówczas tradycji, jednym z jego założycieli był Aleksander Puszkin), współpracę z pismem nawiązał Zygmunt Sierakowski, urodzony na Wołyniu Polak, student Uniwersytetu Petersburskiego, zaangażowany w działalność patriotyczną w środowisku polskich studentów. W późniejszych latach Sierakowski był cenionym oficerem armii carskiej, naukowo zajmującym się europejskimi systemami więziennictwa wojskowego, który równocześnie podróżując po Europie spotykał się z wybitnymi działaczami emigracji polskiej i rosyjskiej, np. Ludwikiem Mierosławskim i Aleksandrem Hercenem. Z Czernyszewskim zaprzyjaźnił się zaś na tyle, że pisarz przedstawił jego sylwetkę w swojej powieści „Prolog”. Obydwaj z początkiem lat. 60. XIX w. byli postaciami bardzo ważnymi w swoich środowiskach. Po wybuchu powstania styczniowego Sierakowski został mianowany naczelnikiem wojennym województwa kowieńskiego i faktycznym dowódcą powstania na Żmudzi. W czasie bitwy pod Birżami na początku maja 1863 r. został ciężko ranny i wzięty do niewoli przez wojsko rosyjskie, w następstwie czego, mimo zabiegów o łaskę ze strony międzynarodowej opinii publicznej, został przez władze carskie stracony w czerwcu 1863 r. i pochowany w tajemnicy przed rodziną na Górze Zamkowej w Wilnie. Pamięć o nim przywrócono całkiem niedawno, gdyż jego szczątki oraz szczątki 20 innych powstańców styczniowych zostały odnalezione w czasie prac archeologicznych przed trzema laty. Zaś dokładnie rok temu, 22 listopada 2019 r. miały miejsce w Wilnie uroczystości pogrzebowe Sierakowskiego i jego towarzyszy, w których udział wzięli m.in. prezydenci Polski i Litwy. Powstańców, po przemowie prezydenta Andrzeja Dudy, pochowano z honorami wojskowymi na wileńskim Cmentarzu na Rossie.

Z kolei Czernyszewski w chwili wybuchu powstania styczniowego już od pół roku przebywał jako więzień w Twierdzy Pietropawłowskiej. Tam właśnie napisał powieść „Co robić?”, która została opublikowana na kartach trzech kolejnych wydań „Sowriemiennika” w tymże 1863 r. Resztę życia spędził niemal w całości na katordze i zesłaniu. Do rodzinnego Saratowa powrócił zaledwie na kilka miesięcy przed śmiercią w 1889 r.

Choć idee socjalizmu i rewolucji rozwijane były przede wszystkim przez myślicieli zachodnich, szczególnie niemieckich, to w zaborze rosyjskim dużo wcześniej niż dzieła socjalistów niemieckich poznano czasopisma i prace publikowane przez radykalnych myślicieli rosyjskich: Hercena, Dobrolubowa, Czernyszewskiego, Ogariowa. Znało je wielu uczestników powstania styczniowego. Po powstaniu styczniowym Polacy pozostający w kręgu Narodnej Woli za swoich nowych przewodników ideowych obierali Piotra Ławrowa i Piotra Tkaczowa. Był w tym pewien paradoks, gdyż – jak zauważył niegdyś prof. Jerzy W. Borejsza – „rewolucjoniści rosyjscy pokolenia Ławrowa po roku 1863 uważali się nieraz za uczniów silniejszego i bogatszego ideowo polskiego ruchu rewolucyjnego”. Ciekawostką jest, że w czasie gdy Ławrow przebywał na emigracji, zaprzyjaźnił się w Paryżu z polskim poetą Cyprianem Kamilem Norwidem, człowiekiem do głębi religijnym i tradycjonalistą. Kiedyś Ławrow przebywając w Anglii przesłał Norwidowi jedną ze swoich książek z dedykacją „Wierzącemu Polakowi niewierzący Rosjanin”, na co Norwid zareagował listem, w którym przywołał (najwyraźniej z pamięci) cytat z poematu swojego starszego, nieżyjącego już wówczas kolegi, Juliusza Słowackiego: „… a tak się żegnają nie wrogi… ale na słońcach dwóch przeciwnych, bogi!”

Powróćmy jednak do powieści „Co robić?”. Po jej opublikowaniu w „Sowriemienniku” (publikacji książkowej zabroniła cenzura, pierwsze wydanie książkowe ukazało się zatem w 1867 r. na emigracji, w Genewie) stała się ona tematem licznych dyskusji w środowiskach demokratycznych, a wręcz uwielbienia. Bohaterowie powieści stali się bohaterami dla wielu czytelników. Ważny teoretyk marksizmu, później oponent Lenina w ruchu socjalistycznym, Gieorgij Plechanow, wspominał: „Kogóż nie uderzyła czystość moralna głównych bohaterów powieści? Kto po przeczytaniu jej nie zastanawiał się nad własnym życiem, nie poddawał surowej krytyce własnych dążeń i skłonności? Wszyscyśmy czerpali z niej zarówno siły moralne jak i wiarę w lepszą przyszłość.” Francuski sowietolog i znawca Rosji Alain Besançon w wydanej w 1977 r. książce o intelektualnych źródłach leninizmu postawił wręcz tezę, iż sam Lenin obrał sobie za wzór osobowy jedną z postaci powieści Czernyszewskiego – Rachmietowa. „Jak swój powieściowy wzór, Lenin trenuje swoje ciało. Gimnastyka, dieta, regularny tryb życia, ustalony porządek domowy zapewnia rewolucjoniście dysponowanie pełnią sił. Z oszczędności, ascezy i rozmysłu przybiera wygląd – ale tylko wygląd – doskonałego drobnomieszczanina. […] dzieli literaturę na pożyteczną i nie pożyteczną, i tej ostatniej nie czyta”.

Zaintrygowały mnie te wszystkie opinie do tego stopnia, że postanowiłem samemu sprawdzić na sobie oddziaływanie tej powieści. Szczęśliwie jeden jej egzemplarz ocalał w zbiorach rawskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej. Chwilę trwało zanim został odnaleziony. Sądzę, że nikt go w obecnym wieku nie czytał. Wydanie już leciwe, z 1951 r. Zaiste, przedziwna to powieść. Mamy tu i romans (najobszerniejsze rozdziały noszą tytuły: „Pierwsza miłość i legalne małżeństwo”, „Małżeństwo i druga miłość”), i wykłady z ekonomiki przedsiębiorstw, mnóstwo psychologii, a do tego niepoślednią rolę w konstrukcji powieści odgrywają wielostronicowe opisy snów głównej bohaterki Wiery Pawłowny. Czegoś tak dziwnego dawno nie czytałem. I nie wiem tylko, czy była to pożyteczna, czy niepożyteczna lektura.

Artur Gut