Samoobrona przez atak (np. na policjanta)

Artur Gut

Niekiedy wskazuję na tych łamach, że mimo upływu wielu już dziesięcioleci, istnieją wątki historii lokalnej – i nie tylko lokalnej – z okresu okupacji niemieckiej i okresu powojennego, które są bardzo słabo znane i opisane. Dotyczy to m.in. działalności Selbstschutzu, czyli niemieckiej Samoobrony.

Swego czasu zaintrygowała mnie zamieszczona w wydanej w 1975 r. monografii powiatu rawskiego informacja, iż jesienią 1944 r. w Bylinach Nowych (parafia Boguszyce) połączona grupa żołnierzy Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej zniszczyła wartownię niemiecką. Jak podał Jan Góral, „W toku akcji rozbrojono pełniących służbę volksdeutschów od których zdobyto 3 motocykle i 3 dubeltówki, oraz wykonano wyrok śmierci na agencie niemieckim z Dziurdzioł.” Zastanawiało mnie po co w niedużej wsi wartownia niemiecka i czemu mowa jest nie o placówce żandarmerii niemieckiej lub posterunku policji granatowej, w której służyli Polacy, lecz o służbie volksdeutschów (etnicznych Niemców zamieszkałych na tym terenie). Po latach z innych źródeł pozyskałem wiedzę, że przed wojną Byliny Nowe były wsią niemal w całości niemiecką. Znaczną część mieszkańców także innych miejscowości w zachodniej części powiatu rawskiego stanowili Niemcy. Wcześniej byłem przekonany, że zdecydowana większość Niemców zamieszkiwała w miastach, byłem jednak w błędzie. Powiat rawski nie różnił się pod tym względem od pozostałej części Polski, którą obejmowało utworzone przez władze niemieckie 26 października 1939 r. Generalne Gubernatorstwo. Większość Niemców etnicznych mieszkała tu na wsi i zajmowała się rolnictwem, a stosunkowo niewielu pracowało w fabrykach lub w rzemiośle, choć stosunkowo dużą grupę mieszczan stanowili Niemcy w Tomaszowie Mazowieckim, w którym na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, w maju 1939 r. doszło nawet do zajść antyniemieckich w trakcie zlotu Obozu Zjednoczenia Narodowego. Władze okupacyjne wprowadzając nowy podział administracyjnych włączyły tereny przedwojennego powiatu rawskiego właśnie do powiatu tomaszowskiego, który z kolei stał się częścią Dystryktu Radomskiego Generalnego Gubernatorstwa. Warto zatem odnotować, że z informacji podanych przez Jacka A. Młynarczyka w książce poświęconej zbrodniom niemieckim w Dystrykcie Radomskim wynika, że o ile w 1940 r. volksdeutsche stanowili zaledwie 1,22% ludności dystryktu, to najwyższy odsetek stanowili właśnie w powiecie tomaszowskim aż – 3,4%. Było to prawie 11,5 tysiąca osób. Oczywiście, nie wszyscy pełnili służbę w formacjach okupacyjnych i nie każdy był pod bronią. Stawiam dziś jednak hipotezę, że owa wartownia niemiecka w Bylinach Nowych mogła być inicjatywą byłych funkcjonariuszy Selbstschutzu (po niemiecku nazwa ta oznacza samoobronę), którzy przygotowywali się do obrony przed spodziewaną ofensywą Armii Czerwonej, która ponownie ruszy dopiero w styczniu 1945 r.

Selbstschutz był formacją paramilitarną, która odegrała liczącą się rolę w podporządkowaniu sobie polskiego społeczeństwa na terenach zajętych przez III Rzeszę Niemiecką. Jedno z niemieckich czasopism zamieściło w styczniu 1940 r. artykuł, którym umacniało to przekonanie wśród swych czytelników twierdząc buńczucznie, że „Nikt, kto zaangażował się dla Selbstschutzu, nie zapomni tego okresu w swoim życiu, w którym pełnił służbę dla Führera, narodu i Rzeszy, i będzie mógł zawsze powiedzieć: pomogłem położyć kamień węgielny pod największe działo narodowe w niemieckiej historii: niemiecki Wschód Adolfa Hitlera!” Mimo tych zapewnień, o Selbstschutzu, którego historia zakończyła się już po roku (został rozwiązany w wyniku decyzji politycznych), na długo zapomniano. Do tego stopnia, że do dziś ukazują się książki poświęcone Polsce w roku 1939, w których formacja ta nie jest wzmiankowana. Pierwsza niemiecka monografia o Selbstschutzu w okupowanej Polsce ukazała się dopiero w 1992 r. Pierwsza polska monografia na ten temat wydana została przez Instytut Pamięci Narodowej w roku… 2021. To bogaty tom pt. „W cieniu Einsatzgruppen. Volksdeutscher Selbstschutz w okupowanej Polsce 1939-1940” przygotowany przez kilku autorów, oparty na badaniach przeprowadzonych zarówno w archiwach polskich, jak i niemieckich. Obrazuje regionalne zróżnicowanie dynamiki powoływania oddziałów, ich liczebności, powierzanych im zadań, okresu działania.

Choć w niemieckiej propagandzie przed 1 września 1939 r. często powtarzano, że Niemcy w Polsce są prześladowani, co stanowiło w końcu pretekst do napaści, władze niemieckie nie planowały uprzednio wykorzystywać członków mniejszości niemieckiej do realizacji eksterminacyjnej polityki okupacyjnej.

Jak dowodzą historycy, pomysł powołania Selbstschutzu narodził się dopiero w pierwszych dniach wojny. W wyniku jego realizacji po raz pierwszy w czasie II wojny światowej z członków mniejszości niemieckiej utworzono parapolicyjne oddziały, które stały się wykonawcami ludobójczej polityki nazistowskich Niemiec. Z pewnością najbardziej znane są zbrodnie popełnione przez Selbstschutz na Pomorzu Gdańskim. To ta formacja stała za masowymi egzekucjami w Piaśnicy koło Wejherowa (wydarzenia te przypomniał niedawno Filip Bajon w swoim filmie „Kamerdyner”). Decentralizacja zarządzania jednostkami Selbstschutzu spowodowała, że niemożliwe jest precyzyjne określenie liczby ich ofiar, do których należała w dużej mierze polska inteligencja. W województwie pomorskim mogło to być 10-15 tysięcy osób, w Kraju Warty (Wielkopolska i okolice Łodzi) prawdopodobnie 2-3 tysiące, w Generalnym Gubernatorstwie liczba ofiar szacowana jest w setkach.

Selbstschutz miał być formacją pomocniczą o charakterze policyjnym i jednoznacznym nazistowskim obliczu ideologicznym. W praktyce bywało różnie, zważywszy iż ok. 20% funkcjonariuszy tej formacji mówiło po niemiecku słabo lub wcale, z uwagi na co prowadzono dla nich nie tylko szkolenia ideologiczne, ale także językowe. W powiatach dowódcami Selbstschutzu byli oficerowie SS, a docelową strukturą w powiatach były sotnie. W powiecie tomaszowskim, największym skupisku Niemców w całym Dystrykcie Radomskim, powołano aż 11 sotni, dzięki energicznym działaniom SS-Hauptsturmführera Karla Oppitza, oficera SS pochodzącego z Kraju Sudeckiego. Sotnie te pełniły głównie funkcje straży leśnej i chroniły obiekty przemysłowe. Przepisy policyjne z października 1939 r. przewidywały, że do służby w Selbstschutzu mogą należeć „zdolni do noszenia broni volksdeutsche w wieku od 17 do 45 lat […] którzy zostaną zweryfikowani jako godni tej służby.” Była to służba honorowa, przez co należy rozumieć, że nie wiązała się z wynagrodzeniem. Dlatego znaczna część volksdeutschów w Generalnym Gubernatorstwie podejmującą służbę w sotniach Samoobrony nadal utrzymywała się z pracy na roli. Służba nie gwarantowała też na początku umundurowania. W pierwszych miesiącach jej znakiem rozpoznawczym były białe opaski z czarnym napisem Selbstschutz noszone na ramieniu. W późniejszym czasie dla potrzeb Selbstschutzu dezynfekowano i farbowano na czarno mundury polskich żołnierzy osadzonych w obozach i aresztach. Również uzbrojenie tej formacji opierało się na dystrybucji broni zdobytej na polskich żołnierzach. Poza pełnieniem roli straży leśnej i przemysłowej funkcjonariuszom Selbstschutzu w Dystrykcie Radomskim powierzano m.in. poszukiwanie zbiegłych więźniów, przekazywanie „nieczystych elementów polskich” Gestapo, nadzorowania pracy przymusowej Żydów, a na przykład naczelnik powiatu skierniewickiego wykorzystywał ich do przymusowego werbowania robotników do Rzeszy. W wyniku braku należytego nadzoru niejednokrotnie oddziały Selbstschutzu dokonywały rabunku mienia pozostawionego przez aresztowanych Polaków i Żydów. Nierzadko dokonywano wyrównania przedwojennych rachunków z polskimi sąsiadami.

Niestety, nie natrafiłem na bliższe informacje dotyczące Selbstschutzu w Rawskiem. We wspomnianej monografii wydanej przez IPN rawski Selbstschutz zaistniał w sposób zgoła anegdotyczny. Przytoczono tam informację o wydarzeniach z czerwca 1940 r. Kiedy polski policjant z Lubochni Stanisław Górniak podjął interwencję w związku ze zgłoszoną mu kradzieżą kilku litrów spirytusu przeznaczonego dla powiatowego lekarza w Rawie, pobili go dwaj pijani volksdeutsche. Sprawcami okazali się pochodzący z Tomaszowa urzędnik Paul Jaschewitz oraz należący do Selbstschutzu Richard Freund z Rawy Mazowieckiej. Co ciekawe, choć często władze okupacyjne odstępowały od karania członków tej formacji, w tym przypadku Sąd Specjalny w Piotrkowie skazał sprawców na kilka miesięcy więzienia.

Artur Gut