Wino kocha tradycję, ale logistyka wymaga nowoczesności. Jak nie zepsuć rocznika w transporcie?
Kiedy myślimy o winnicy, przed oczami mamy zazwyczaj sielski obrazek: zachodzące słońce, rzędy winorośli ciągnące się po horyzont i właściciel, który niespiesznie przechadza się między beczkami, sprawdzając jakość trunku. To piękna wizja, która przyciąga turystów – a polska enoturystyka przeżywa właśnie prawdziwy rozkwit – jednak ma ona niewiele wspólnego z codzienną harówką producenta.
Prawda jest bardziej przyziemna. Produkcja wina to skomplikowany proces przemysłowy, w którym walka toczy się o temperaturę, czas i… logistykę. Bo co z tego, że wyhodujesz idealne owoce, jeśli zniszczysz je podczas rozładunku przy tłoczni albo potłuczesz gotowe butelki w drodze do klienta? Tutaj sentymenty muszą ustąpić miejsca technologii. Tradycyjne receptury są święte, ale metody przenoszenia i magazynowania muszą być na wskroś nowoczesne.
Czyste powietrze, czysty smak
Zacznijmy od momentu zbiorów. Winogrona to materiał niezwykle kapryśny. Po zerwaniu muszą jak najszybciej trafić do przetwórni, zanim zaczną fermentować w słońcu. O ile w błocie między rzędami winorośli królują traktory, o tyle moment przekazania owoców do strefy przetwórczej wymaga zmiany podejścia.
W rolnictwie często dominuje stary, dobry diesel. Jest mocny i niezawodny. Ale w winiarstwie wjazd spalinowym wózkiem do hali produkcyjnej, w pobliże prasy czy kadzi fermentacyjnych, to ryzyko zepsucia całej partii. Świeże owoce i moszcz (sok winogronowy) chłoną zapachy z otoczenia jak gąbka. Nikt nie chce wyczuć w swoim Rieslingu nuty benzyny czy spalonego oleju. Dlatego profesjonalne winnice w strefach „czystych” przesiadają się na napęd elektryczny.
Wózki elektryczne mają dwie kluczowe zalety w tym środowisku: są bezemisyjne (zero spalin) i ciche. To drugie ma znaczenie nie tylko dla komfortu pracy, ale też wpisuje się w atmosferę miejsca, które często odwiedzają turyści szukający spokoju, a nie hałasu silnika przemysłowego.
Piwnica to nie tylko klimat, to matematyka
Gdy wino jest już w butelkach, trafia do leżakowania. W wyobraźni widzimy omszałe, drewniane konstrukcje w ciemnych lochach. I choć drewno ma swój niezaprzeczalny urok, z punktu widzenia magazynowania bywa kłopotliwe. Trudno je utrzymać w czystości, chłonie wilgoć (której w piwnicy nie brakuje), a z czasem traci stabilność, co przy ciężkim szkle jest ryzykowne.
Nowoczesne zaplecze winnicy coraz częściej opiera się na stali. W odpowiednio klimatyzowanych magazynach czy piwniczkach, gdzie wino dojrzewa w butelkach zapakowanych w kartony lub skrzynki, metalowe regały dają to, czego stare drewno nie zapewni – pewność nośności i higienę.
https://e-promag.pl/katalog/84,regaly-magazynowe
Stal ocynkowana jest odporna na specyficzny mikroklimat winnicy, nie pleśnieje i łatwo ją umyć. Modułowa konstrukcja pozwala idealnie dopasować półki do wysokości opakowań zbiorczych. To kluczowe, bo każda zbita butelka w ciasnej piwniczce to nie tylko strata finansowa, ale też ryzyko rozwoju pleśni na rozlanym winie. Porządek na regałach to podstawa kontroli nad rocznikami.
Szkło nie wybacza błędów
Największy stres winiarza? Wysyłka. Wyprodukowałeś świetne wino, zabutelkowałeś je, nakleiłeś etykiety. Teraz musisz wysłać paletę do dystrybutora lub restauracji na drugim końcu kraju. Ładunek z winem jest specyficzny: bardzo ciężki, a jednocześnie kruchy.
Ręczne owijanie palety folią stretch (tzw. „bieganie wokół palety”) często kończy się katastrofą. Człowiek rzadko jest w stanie naciągnąć folię z taką siłą i powtarzalnością jak maszyna. Wystarczy, że towar lekko „popłynie” na zakręcie ciężarówki, a butelki zaczną się o siebie obijać. Efekt to reklamacje, zwroty i potłuczone szkło. Dlatego w momencie, gdy produkcja przekracza pewną skalę, automatyczna lub półautomatyczna owijarka staje się koniecznością.
https://promag.pl/produkty/urzadzenia-i-materialy-do-pakowania/owijarki-do-palet
Maszyna stabilizuje ładunek tak, że staje się on monolitem. Dla winnicy to gwarancja, że produkt dotrze do klienta w takim stanie, w jakim opuścił magazyn.
Enoturystyka lubi profesjonalizm
Na koniec warto wspomnieć o wizerunku. Klienci przyjeżdżają na winnice nie tylko na degustację, ale chcą zobaczyć zaplecze – „jak to się robi”. Schludny magazyn, nowoczesne, ciche wózki i równo ułożone palety budują zaufanie. Pokazują, że wino to nie tylko hobby właściciela, ale poważny biznes, w którym dba się o każdy detal – od winorośli, przez fermentację, aż po bezpieczną dostawę na stół. Technologia w tym przypadku nie zabija ducha tradycji. Ona pozwala mu przetrwać w realiach nowoczesnego rynku.
Artykuł sponsorowany





