Categories Miasto

Kończy się historia niezwykłej księgarni z Rawy

Ponad 30 lat w Rawie Mazowieckiej funkcjonowała księgarnia Zofii Telus. Była to pierwsza prywatna księgarnia w naszym mieście i przez wiele lat jedyna. Jak wyglądały jej początki i dlaczego wraz z końcem roku zniknie z rawskiego krajobrazu?

KochamRawe.pl: Jak zaczęła się pani przygoda z rawską księgarnią?

Zofia Telus: W moim domu zawsze książki zajmowały bardzo ważne miejsce. Jednak życie zawodowe wcale nie od początku było z nimi związane. Przed urodzeniem dzieci byłam specjalistą ds. BHP w Zakładach Mięsnych.

Kiedy Państwowe Przedsiębiorstwo Dom Książki rozpisało konkurs na dyrektora rawskiej księgarni, postanowiłam zaryzykować. Złożyłam swoją ofertę i konkurs wygrałam.

To był koniec lat 80. XX wieku. W 1989 roku, po mojej półtorarocznej pracy w księgarni na etacie, w „Domu Książki” rozpoczęły się pierwsze ruchy prywatyzacyjne. Pierwsza sprywatyzowana księgarnia w naszym okręgu znajdowała się w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej. Poznałam jej właścicielkę, wcześniej dyrektorkę, gdy odbywałam w niej swoją miesięczną praktykę na stanowisku księgarza. Gdy zobaczyłam, że w Łodzi się to udało, postanowiłam zaryzykować i zrobić to samo w Rawie. Byłam drugą prywatną księgarnią w naszym okręgu.

Jakie książki wtedy sprzedawały się najlepiej?

W księgarni, zwłaszcza gdy była ona jeszcze państwowa, półki były pełne książek, ale nie było wśród nich niczego, co klient chciałby kupić. Mieszkańcy Rawy i okolic chcieli kupować encyklopedie i słowniki. A ich nie mieliśmy. Wszystko było na subskrypcje. W ciągu roku potrafiliśmy dostawać tylko dwie jednotomowe encyklopedie. A głód tego typu wydawnictw był ogromny.

Co było?

Między innymi książki typu „Konina na naszym stole”. Nie zachęcały one do zakupów.

Jak wyglądały początki „na swoim”?

W księgarni zmieniłam prawie wszystko. Od asortymentu po układ książek na półkach.

Pamiętam, gdy pojechałam do warszawskiej składnicy książek na ulicę Kolejową, aby zaopatrzyć księgarnię. Wówczas był tam tylko jeden hurtownik. Po kilku latach hurtownicy zajmowali niemal całą ulicę. Ale gdy w 1989 roku my zaczynaliśmy w Rawie, w Polsce praktycznie nie było prywatnych księgarń.

Rozpoczynając działalność gospodarczą, wraz z mężem zaciągnęliśmy kredyt. Wtedy jednak, nawet jak się miało pieniądze, wcale nie było łatwo kupić te tytuły, które chcieliśmy. Do składnicy książek trzeba było pojechać z odpowiednim „załącznikiem” (śmiech). Tak zrobiliśmy, dzięki czemu mogliśmy na otwarcie zaopatrzyć naszą księgarnię w sporą liczbę słowników i encyklopedii. Trzy czwarte z nich sprzedaliśmy w dniu otwarcia.

Ta sytuacja trochę przeraziła nawet dyrektora banku, który uwierzył w nasz biznesplan, a po południu zobaczył u nas puste półki. Obawiał się, że mimo przyznanego nam kredytu, nie zaopatrzyliśmy księgarni i z biznesu nic nie będzie. A to był jeden z najlepszych dni w historii tej księgarni.

Początek funkcjonowania księgarni był dla niej najlepszym czasem?

Bez wątpienia pierwsze 3-4 lata funkcjonowania naszej księgarni należy uznać za najbardziej udane. Dzięki książkom, które sprzedawaliśmy w pierwszej połowie lat 90-tych minionego wieku, mogliśmy względnie spokojnie funkcjonować przez kolejne lata.

Później największą część naszego dochodu stanowiły podręczniki szkolne.

Jakie książki, poza wymienionymi słownikami, encyklopediami i podręcznikami w całej historii księgarni sprzedawały się najlepiej?

Na pewno dużą popularnością cieszyły się powieści Roberta Ludluma, Kena Folletta, “08/15” Hansa Hellmuta Kirsta i „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej.
Książki tych autorów sprzedawały się w ogromnych ilościach.

Po szarych, smutnych czasach PRL czytelnicy byli spragnieni książek ładnie wydanych, z kolorowymi, lśniącymi okładkami – dlatego duża część książek na półkach mojej księgarni była – i wciąż jest – ustawiona „buziami do czytelników”, a nie tylko grzbietami.

Później pojawiła się konkurencja i w Rawie powstała druga prywatna księgarnia…

Nigdy nie uważałam konkurencji za coś złego. Wręcz przeciwnie. Raczej mobilizowała mnie ona do podejmowania nowych działań i wyzwalała kreatywność. Kiedy robi się coś przez wiele lat i jest się swego rodzaju monopolistą na rynku, nawet tak małym jak nasze miasto, to po pewnym czasie nabiera się przekonania, że to co się robi, jest najlepsze. A przecież tak nie jest. Inni mają równie dobre, a czasami lepsze pomysły. Dlatego zawsze chętnie podpatrywałam konkurencję.

Kilka lat temu w Rawie otwarto sieciówkę, czyli Empik. Co się zmieniło?

Pojawienie się w Rawie Empiku faktycznie dość mocno odczułam. Najpierw odeszli do niego młodzi czytelnicy. Chwilę później też część starszych, stałych czytelników. Część z nich, po pierwszym zachwycie zaczęła do mnie wracać. Okazało się, że ze mną mogą porozmawiać o książkach. Jestem w stanie im doradzić. Dużą część z nich po prostu znałam i wiedziałam, co może im się podobać.

Co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, że postanowiła pani definitywnie zamknąć księgarnię?

Nie ukrywam, że o zamknięciu księgarni zadecydowały przede wszystkim względy ekonomiczne. Tak mało klientów, jak w ostatnich miesiącach, nie miałam chyba nigdy.

Wydaje mi się, że w czasie pandemii, wróciło czytelnictwo biblioteczne. Duża część naszej aktywności – w różnych dziedzinach życia – przeniosła się do internetu, więc zapewne i część czytelników coraz więcej książek kupuje w sieci. Do tego dochodzi fakt, że centrum naszego miasta praktycznie przeniosło się na ulicę Konstytucji 3 Maja w okolicę galerii i targowisk. Mieszkańcy tylko przejeżdżają przez Pl. Piłsudskiego. Nie zatrzymują się koło mojej księgarni. Wszystkie zakupy są w stanie załatwić w innym miejscu.

To wszystko, spotęgowane pandemią, sprawiło, że nie mogę już sobie pozwolić na luksus prowadzenia księgarni. Dlatego po ponad 30 latach, postanowiłam przejść na zasłużoną emeryturę i zlikwidować księgarnię. Będzie mi brakować kontaktów z czytelnikami, zwłaszcza młodymi, ale nie widzę szans, abym mogła dalej prowadzić księgarnię.

Fot: Anna Kraćkowska

Znajdź nas na KochamRawePLZobacz profil
Podziel się

About the author