Wojciech Stanisław Grochowalski: Pitaval rawski
W XX wieku zdarzyło się na terenie Rawy i powiatu rawskiego wiele spektakularnych wydarzeń kryminalnych, zostały opisane w lokalnej i ogólnopolskiej prasie, w książkach. Rozdział po ww. tytułem nie zmieścił się w mojej książce „Rawa Mazowiecka i ziemia rawska w XX wieku” (druk we wrześniu 2025), poniżej opis kilku z tych wydarzeń.
*
Wielką tragedią była śmierć młodej dziedziczki z Ossy k. Babska, Marii z Suffczyńskich zamężnej za A. Pułaskim, matki czworga małych dzieci, w chwili morderstwa była brzemienna z piątym dzieckiem; miała 28 lat. Do tragedii doszło, gdy Maria wracała bryczką wieziona przez dworskiego woźnicę do domu z dworca kolejowego w Skierniewicach. Jechali tylko we dwoje; tuż za Skierniewicami, w lesie, chciało zatrzymać ich kilku bandytów, wówczas woźnica podciął konie by uciec. Napastnicy byli uzbrojeni, oddali strzały w ich kierunki z których jeden śmiertelnie ranił Marię… Woźnica dowiózł ją do Ossy, ale niestety już martwą. Opowiadała mi jedna ze starszych kobiet bywająca przed wojną jako dziecko we dworze w Ossie u posługującej tam jej matki, że gdy „stara” dziedziczka Suffczyńska wyszła powitać córkę, a zobaczyła ją… martwą w bryczce, rozległ się tak głośny, przenikliwy i pełen boleści krzyk, że cała okolica zleciała się przerażona i ciekawa co się stało. Opowiadała mi też, że ukradkiem z kolegą zachodzili na strych dworu i zaglądali do skrzyni, w której pani dziedziczka trzymała (w drewnianej trumnie), rozłożoną zakrwawioną suknię córki Marii.
Śp. Maria Pułaska została pochowana w grobowcu Suffczyńskich na cmentarzu w Babsku. Na płycie nagrobnej z piaskowca wykuto zacierający się i już dziś w części nieczytelny napis: „Ś.P. / z Suffczyńskich Marya Pułaska / ur. 25 stycznia 1878 r. / zgasła przedwcześnie / 10 maja 1906 / Niewinna ofiara burzliwych czasów / do wiecznego wesela wezwana / Zostawiła / żal – tęsknotę – sieroctwo”. W pogrzebie brało udział bardzo dużo ludzi: rodzina, ziemiaństwo, obywatelstwo, okoliczni mieszkańcy. Mszę żałobną głosił proboszcz parafii Kurzeszyn ks. Romuald Obuchowicz, kondukt żałobny prowadził z kościoła ks. kanonik i dziekan rawski German Grabowski, pożegnanie nad otwartym grobem wygłosił misjonarz o. Bernard hr. Łubieński.
*
W kwietniu 1908 roku, na plebani w Babsku napadnięto i poturbowano 83-letniego proboszcza ks. Jana Czerechowskiego, przybyłego do Babska z Czerniewic. Ksiądz zmarł kilka miesięcy po napadzie (4 II 1909) od ran zadanych podczas nocnego napadu przez trzech bandytów z Babska; jednego z nich skazano na zsyłkę na Syberię.
*
W Warszawie w Wigilię Bożego Narodzenia 1922 roku rawianin Edmund Wesołowski (1880-1946), spadkobierca dużej rawskiej fortuny zastrzelił ukochaną żonę Zofię z Czaplickich Wesołowską w obecności m.in. dwojga ich dzieci. W małżeństwie nie układało się dobrze. Po kolacji żona nagle wyjęła list, który wysłał do jej ojca, rozpoczynający się słowami: „Kochany idioto!”, rzuciła list mężowi przez stół w twarz. W tym momencie Edmund dobył rewolweru i strzelił do niej, ale chybił, bo kobieta wstała i zaczęła uciekać do sąsiedniego pokoju. Wtedy oddał w jej kierunku drugi strzał, potem jeszcze kilka – aż kule dopadały jej. Edmund poszedł za nią i śmiertelnie ranną upadłą na łóżko żonę, uderzył jeszcze kolbą rewolweru… Zabójcę współbiesiadnicy zdołali rozbroić, zaś jego ofiarę przewieziono do szpitala, w którym zmarła następnego dnia.
Obrońcą Edmunda był słynny adwokat Mieczysław Jarosz (zm. 1972), obrońca polityczny, do 1919 podprokurator na pow. rawski. Opisując proces w swoich pamiętnikach wykropkował słowo, które rzekomo wypowiedziała żona do męża, w każdym razie uważał, że do żywego dotknęła tym zachowaniem jego klienta, który po tym słowie w ogromnym zdenerwowaniu wyszedł do sąsiedniego pokoju, zanim wrócił i zaczął strzelać.
Obrońca sprawcy w linii obrony przyjął motyw nieeleganckiego i oburzającego zachowania żony. Długo trwał spór pomiędzy nim a prokuratorem o kwalifikację czynu. Mecenas Jarosz dowodził, że mąż działał pod wpływem silnego wzruszenia, że zabójstwo było spowodowane ciężką zniewagą. Adwokat dowodził dalej, że Edmund ucierpiał najbardziej w całym zajściu, że został z niego – „jeno kłębek nerwów, cień dawnego Wesołowskiego z apatycznym spojrzeniem i chorobliwie niespokojnym ruchem ręki, ugniatającej w palcach gałki z chleba”. Sąd widać dał wiarę obrońcy, bo zabójca spędził w więzieniu tylko sześć miesięcy. Po apelacji, skazanego uniewinniono.
*
Przed II wojną światową, młoda dziewczyna (Żydówka), po tym jak nie zdała matury w gimnazjum Kasprzyków popełniła samobójstwo – otruła się kwasem octowym. Pochowana została jeszcze tego samego dnia.
Inna Żydówka z Rawy, 28-letnia Chana Gitla Liberman popełniła w marcu 1931 roku samobójstwo w Warszawie. Rzuciła się pod tramwaj na ul. Dzielnej i zginęła na miejscu. Chciał ją ratować 33-letni szwagier Josek Frydman, który widząc jej zachowanie rzucił się za nią by ją wyciągnąć, ale sam uległ wypadkowi i zabrano go do szpitala. Josek towarzyszył Chanie w drodze do lekarza psychiatry.
*
Sprytnie wymykał się policji w lipcu 1930 r. 27-letni bandyta spod Rawy Władysław Juda. W ciągu jednego tygodnia dokonał pięciu napadów, terroryzując i okradając z pieniędzy ludzi na drogach z: Rawy do Nowego Miasta, z Tomaszowa do Lubochni, z Lubochni do Spały i in. Był uzbrojony, mieszkał z dziewczyną (ukrywał się u niej) też złodziejką w Brenicy k. Lubochni, aż go wytropiono i aresztowano. Po odsiadce siedmiu lat, gdy wyszedł na wolność, teraz z większą siłą i z nowymi kolegami z więzienia wrócił do starego procederu. Znów go wytropiono, uciekając ostrzeliwał się z dwóch rewolwerów, został ranny – w procesie został skazany na 15 lat więzienia.
*
Tragedia morderstwa zdarzyła się i w Cielądzu 16 grudnia 1935 roku, gdy bandyci z Warszawy przyjechali tu na rabunek, napadli w nocy na dom bogatego gospodarza Antoniego Bielawskiego. Miał 49-letnią żonę Antoninę, 10-letniego syna Wojciecha i 9-letnią córkę Helenę. Bandyci zaprowadzili czteroosobową rodzinę do piwnicy domu i zaczęli strzelać do nich; ciała zwaliły się bezwładnie na stos przechowywanych tam ziemniaków. Jednak ojciec rodziny przeżył postrzał, udał, że jest nieżywy, mimo że krwawił i był mocno ranny wytrzymał i wyszedł, gdy bandyci oddalili się. Morderców złapano w Warszawie. Okazała się nimi banda ściągnięta przez mieszkankę wsi, żonę tutejszego rolnika Kłosa, który przywiózł narzeczoną do domu z wojska (po zakończeniu gdzieś na wschodzie kraju służby wojskowej) i ożenił się z nią. Kobieta szpiegowała bogatych ludzi, często przebywała w Warszawie, gdzie zaprzyjaźniła się z bandytami i przywiozła ich tu wskazując adresy bogatych chłopów. Została aresztowana ze sprawcami, gdy wybuchła wojna wróciła do Cielądza, Bielawski poinformował policję o wszystkim, została zabrana przez nich i ślad po niej zaginął.
Nagrobek zabitych znajduje się na cmentarzu w Cielądzu, koło grobowca Sokolnickich. Napisano na nim: „Matka i dwoje dzieci, zostali straceni z napadu bandytów śmiercią rewolwerową”.
*
Także koło Cielądza, na polach jednej ze wsi, znaleziono w latach 60. XX w. martwego człowieka, mieszkańca tej wsi, zginął od uderzenia w głowę ostrym narzędziem (siekierą?). W czasie śledztwa rawskiej prokuratury, do zabójstwa przyznawali się po kolei wszyscy mieszkańcy wsi. Ofiara była tak nielubiana we wsi, że jej śmierć wyzwoliła w ludziach takie zachowania. Sprawcy nie ustalono.
*
W Lipiu k. Krzemienicy znaleziono pewnego ranka pod koniec II wojny światowej topielca na brzegu stawu. Były to zwłoki młodej kobiety, młynarki, utopionej w nocy – jak stwierdzono – przez nieznanych sprawców. Mieszkańcy mówili, że tak surową karę wymierzyli jej partyzanci za bliskie kontakty z volksdeutschami w czasie wojny. AK miało ostrzegać ją przed tymi kontaktami, ona odgrażała się zaś, że ich zna i opowie o nich wszystkich żandarmerii.
*
Straszny wypadek zdarzył się w Wielką Sobotę 24 marca 1951 r. w Nowym Mieście, w trakcie procesji rezurekcyjnej. Dwóch chłopców podczas strzelania uległo wypadkowi, jednego wybuch rozerwał na kawałki, drugi został ciężko ranny i zmarł po kilku godzinach.
Podobny wypadek z wielkanocnym strzelaniem „z klucza” miał miejsce w Rawie, bardzo poważnie rannego w głowę chłopca uratowano w szpitalu, doszedł do zdrowia. Lekarze w tym małym rawskim powiatowym szpitalu dokonywali po wojnie nawet trepanacji czaszki, był tu znakomity zespół chirurgów skompletowany przez dra W. Dąbrowskiego (dyrektora szpitala 1954-1961): L. Józefiak, Z. Frąk, T, Wróbel; kolejni to M. Zymiak Z. Rożniata i inni.
*
W Nowym Mieście, lata 70, do szpitala przywieziono 18-letniego chłopaka z Klwowa z rozłupaną siekierą czaszką, mózg ofiary w 2/3 był poza głową, jakimś cudem trzymał się organizmu. W szpitalu dr Gomułka wydzwaniał do najważniejszych instytutów i szpitali w Łodzi i Warszawie, konsultując ten przypadek i szukając pomocy, wskazówek co robić. Mimo, że słyszał wszędzie, że pacjent umrze, że nic nie można zrobić, zespół szpitala nie ustawał w ratowaniu chłopca. Głowę z mózgiem obkładano solami fizjologicznymi, gdy obrzęk ustąpił, mózg włożono do czaszki, założono opatrunki… Chłopiec przeżył, miał lekkie upośledzenie, był rehabilitowany.
Wojciech Stanisław Grochowalski




![Wyjątkowe Święto Edukacji i 60-lecie ZSP w Białej Rawskiej [zdjęcia]](https://www.kochamrawe.pl/wp-content/uploads/2022/10/6-swieto-edukacji-4-500x375.jpg)
